Blog Snowboardshop.pl

1Str Try 2018 Alpbach

Opublikowano Autor: Snowboardshop.pl

1str Try to obecnie największa impreza snowboardowa w Europie dla pracowników i właścicieli sklepów snowboardowych. Impreza trawa całe trzy dni, ale niestety w tym roku udało mi się wpaść tylko na jeden. Pogoda nie była wymarzona bo w dolinie siąpił deszcz, a na górze wiało i nie było za dużo widać.

W takich warunkach trudno testować wiarygodnie deski freestylowe, czy freeraidowe. Myślę, że najlepszą opcją był ogólnie pojęty Allmontain. W Polsce będziemy uczestniczyć w testach Burton’a, Salomon’a, Ride’a i Libtech’a… dlatego raczej skupiłem się na tym do czego dostępu na razie nie mam.

Na pierwszy ogień poszła Capita Navigator 155 wraz z nowym modelem wiązań Union’a. Coś pomiędzy Contact Pro, a Atlasem. Osobiście jestem wielkim fanem modelu Contact Pro, więc twardsza wersja brzmiała rozsądnie i mnie zaciekawiła. Navigator to dość uniwersalna deska, ostatnio jeździłem na tym modelu dwa lata temu na polskich testach w Krynicy. Teraz deska dostała bardziej agresywnych kształtów. To znaczy dziób i tail były bardziej kanciaste – wyróżniło dzięki temu ten model na tle innych desek. Nie wybrałem się na freeride, ale na trasie spełniała moje wszystkie oczekiwania – dobre trzymanie, dynamiczne wyjście z zakrętu i szybki ślizg.
Co do wiązań.. w sumie to tak naprawdę różniły się od Contact Pro tylko łyżką, która była bardziej sztywna (osobiście dużo bardziej mi to pasuje). Ten model ma być droższy o 20euro, czyli pewnie o 100zł w Polsce, więc na pewno pojawi się w naszej ofercie.

Na drugą turę wziąłem Jeremy Jones’a model Standard 152cm, czyli kierunkową freeriadówkę ze ściętym tailem, lekko poszerzoną, a do niej wiązania to przypadkowe SP bo akurat takie mieli na stoisku w moim rozmiarze. Udaliśmy się na karkołomną wycieczkę dziewiczymi szlakami… czego konsekwencją był MEGA trudny zjazd strumieniem w wąwozie… cała wycieczka zajęła 2h…
Czy było warto? No pewnie, że tak 🙂 Bo snowboard to przygoda i fajnie jest nie wiedzieć co jest za zakrętem 😉

Następna testówka była wynikiem odwiedzen

dav

ia namiotu gdzie były same niszowe firmy. Zaciekawiły mnie dwie firmy – Sandy Shape z Włoch oraz Borealis z Francji. W wyniku głosowania padło że jedziemy na Sandy. Katalog tej firmy jest fajny, są tam tylko modele Shape czyli cienie, a grafiki totalny brak, czyli czyste drewno 🙂 Mi osobiście to się bardzo podobało. Deski robione są od 1997roku, a od 4 lat właściciel ruszył z produktem w świat mimo że firma to ciągle rodzinna manufaktura. W sumie koło 20 modeli, w tym kilka modnych splitów. Ja wsiadłem na All Montain, czyli twintipa 154cm i wiązania Salomon’a Hologramy (lubię te wiązania, bo mają miękką piętę, co daje super czucie deski i jest unikalne wśród wiązań, tylko łyżkę bym wymienił na inna 🙂 ) Deski śmigały super. Ślig zrobiony miodzio, na płaskich odcinkach jechało się super szybko. Deska co prawda nie miała technologii wspomagających tracki, ale jechało się bardzo dobrze. Jedyne co mogę jej zarzucić to to, że wpadała w wibracje. W takich małych manufakturach każda deska, nawet tak samo wyglądająca jeździ nie co inaczej i według mnie to jest ich największy problem. Ale jeśli ktoś szuka deski wyjątkowej, to jest to na pewno ciekawa propozycja.

Przed ostatnią rundą ruszyłem na gadki szmatki

sdr

sdr

po różnych stoiskach. Moją uwagę przyciągnął Oakley. Obejrzałem nowy model gogli w którym szyby są przyciemniane ręczenie… z przycisku 🙂 To znaczy, że gogle mają baterię i napięciem reguluje się przyciemnienie. Same

dav

dav

mu można zadecydować jakiej szyby potrzebujemy. Dla mnie brzmi odjazdowo 🙂 Szkoda, że nie było testowego modelu, bo w deszczu wszystko tego dnia prawowało… wiec fajnie byłoby taki high-endowy produkt sprawdzić.

Na stoisku Vans’a przykuły moją uwagę buty w kooperacji z North Face’m. Nie można było robić zdjęć, ale but wyglądał na bardzo freetourowego. Cała kolekcja opierać się będzie z resztą na ciekawym pomyśle – Boa plus Sznurówki. Według mnie może być ciekawie, ale osobiście na pewno z podwójnego Boa nie wrócę do sznurówek, nawet jak będą ze złota 🙂

Na stoisku Rossignol’a oglądałem nowe modele butów. Czyli w przyszłym roku Rossginol wraca do gry. I było to Boa z sznurówką. oraz zwykłe podwójne Boa. Ten drugi model wyglądał atrakcyjnie i cenę też będzie miał bardzo dobrą. W Polsce prawdopodobnie to będzie 999zł co byłoby najniższą ceną za podwójne Boa na rynku…

Przyszedł czas na ostatni test… Wybór padł na Nidecker’a. Osobiście czuję jakiś sentyment za tą marką, a do tego Panowie na stoisku byli bardzo mili. Chciałem też się przejechać na Flow’ach, teraz ta marka należy do Nidecker’a. Dla wielbicieli Flow’a powiem tak: Flow dalej będzie Flow’em, a nie Nidecker’em 🙂 Model NX2 sprawdził się super. Nic tak nie trzyma buta jak dobrze dopasowane wiązanie z tej firmy. Deska, był to model Expedition 155cm – odchudzony kierunkowy All Mountain. Deska sprawdziła się, bylem bardzo zadowolony… gorzej było ze mną.. trochę się przemoczy

dav

łe i miałem już dość…

Słowo na koniec: żałuję, że nie byłem tutaj dwóch dni i nie uczestniczyłem w imprezie wieczornej, oraz, że nie zintegrowałem się z konkurencją. No ale cóż może za rok… Gdybym miał więcej czasu wpadłbym jeszcze do K2 oraz Sims’a. Największy tłok był w tym roku na stoisku Ride’a i jak zwykle na LibTech’u, oraz Burton’ie. Testy odbywały się po raz trzeci w miejscowości Alpbach. Chciłem też podziękować Ani, Damianowi i Piotrowi za miłe towarzystwo.

 

dav

Recenzja filmu Depth Perception Travis Rice

Opublikowano Autor: Snowboardshop.pl

Depth Perception
Ten film to wielkie zaskoczenie, bo przecież minął tylko rok od ostatniej premiery filmu Travisa Rice The Fourth Phase. Rok temu wydawało się, że nie bedzie nastepnych filmów, bo gdy sie nie ma milionowych budżetow to nie da się zrobić fajnieszego filmu. Każdy kto tak myślał, w tym ja, był w błedzie. Tym większa niespodzianka.  Jestem też pewien, że to nie ostani film.
Depth Perception to film w którym wszystko kręci się wokół freeride’u. Travis zaprosił 3 osoby i zabrał je na swoje „Sceret spoty” do British Columbia. Zima sprzyjała, bo rok temu spadło tam naprawdę dużo śniegu. Ujęcia jazdy na poduchach śnieżnch z prespetkywy zza pleców ridera są mistrzowskie. Ujęcia z kasku wypłaszczaja, ale pokazują jak trudna jest jazda gdy nie widać co jest za następnym uskokiem. Na pewno pojawią się głosy, że wszystkie ujęcia są podbne. Nie mniej faktem jest, że jeśli podsadzisz przed TV swoja dziewczyne lub chłopaka, którzy nie jedza w górach, moga być pod koniec trochę znurzeni. Narratorem filmu jest… drzewo, a narracja jest zabawna oraz totalnie Amerykańska. Travis przemycił w niej swoją ideologię – szanujmy przyrodę i góry, bo to one dają nam możliwość korzystania z ich dobrodziejstw. Przecież dla nas snowboardzistów, takie warunki jak są w BC, to marzenie. Co prawda zdarzają się u nas podobne warunki, na Pilsku i Szczyrku też jeździ się między drzewami jak jest w chuj śniegu, ale niestety nie jest tak co roku. Dlatego obiecałem sobie , że gdy tylko będzie warun, rzucam wszystko i szykuję ekipę.
Wracając do filmu, to na tą chwilę jest to najlepszy film snowboardowy jaki wdziałem, a przecież jesteśmy już po festiwalu „Winter is my Love”. Film można kupić na wielu platformach i kosztuje 13$, do czego was gorąco namawiam.

TurboDojo” Absinthe Films i koncert Easy Giant

Opublikowano Autor: Snowboardshop.pl

Z okazji 10 edycji festiwalu Winter is my Love, w poniedziałek, w klubie „Pogłos” odbyła się premiera
filmiku „TurboDojo”!! 😉 Była to super okazja, żeby przedłużyć snowboardowy weekend;) Ponieważ był to
poniedziałek przyszło niewiele osób. Ci którzy nie przyszli stracili wielką okazję, jako pierwsi obejrzeć
ten film z samymi jego uczestnikami! Z takimi jak: Nicolas Müller (Szwajcaria), Mikkel Bang (Norwegia),
Hans Mindnich (USA), Austen Sweetin (USA), Brandon Cocard (USA), Enzo Nilo (Francja), Ben
Ferguson (USA), Kimmy Fasani (USA), Brendan Gerard (USA), Severin Van Der Meer (Szwajcaria),
Terje Haakonsen (Norwegia), Max Buri (Szwajcaria).
Wierzycie w to?!

To był 20 film w dorobku kultowej ekipy ze Szwajcarii. Można w nim zobaczyć niesamowite miejsca do
uprawiania snowboardu,takie na przykład jak Szwajcaria-Laax, gdzie był nagrywany filmik. Słońce,
góry, śnieg, snowboard, fajna ekipa, mega triki i przyjemny soundtrack 😉

A najleprze zostało na koniec! Można było face to face pogadać ze światową czołówką riderów oraz
napić się drinków 😉 Dodatkową atrakcją był koncert zespołu EASY GIANT, w którego skład wchodzą
Chris Emmington i Brandon Cocard.

Na mnie film zrobił dobre wrażenie, i zachęcam do obejrzenia!;)

Trzeba tylko powiedzieć, termin imprezy był nie trafiony.
Szkoda bo może nie być następnego razu…

Druskininkai 14-17.09.2017 – Konsultacja treningowa

Opublikowano Autor: B.Blazewski

DRUSKININKAI 2017

autor: Ula Mendys
W te wakacje pojechaliśmy na snowboard do Włoch. Wszystko byłoby całkiem fajnie, gdyby nie jedno ALE. Niestety to nasze ALE nie było takie zwyczajne, bo chodzi tutaj o brak śniegu i zamknięty lodowiec. Po takiej turystycznej wycieczce pełnej spacerów zamiast jazdy na desce, postanowiliśmy pojechać gdzieś, gdzie śnieg na pewno będzie. A ponieważ do Nowej Zelandii mamy trochę daleko, nasz wybór padł na halę w Druskiennikach, na Litwie.

Ekipa zebrana, bus zapakowany, możemy ruszać w trasę. Po drodze szybkie zakupy w sklepie oferującym pluszowe owoce i warzywa za naklejki (zabrakło nam tylko 6-ciu do świeżaka juniora!) i jedziemy dalej żeby na miejscu zameldować się około północy. Mimo ekscytacji spowodowanej jutrzejszym rozpoczęciem sezonu idziemy grzecznie spać, a budziki nastawiamy na cudownie późną godzinę – jutro halę otwierają dopiero o 12.

Piątek. Pierwszy dzień na śniegu. Wspólne śniadanie, szybkie sprawdzenie sprzętu, przykręcenie wiązań do desek i jesteśmy gotowi rozpocząć sezon. Jeszcze drobny stresik, czy aby na pewno hala jest czynna, czy mają tam śnieg? (po przygodach we Włoszech jesteśmy lekko przewrażliwieni na tym punkcie). Na szczęście Snow Arena jeszcze nigdy nas nie zawiodła, zawsze mają śnieg i są gotowi na nasz przyjazd, więc kupujemy karnety i z uśmiechami od ucha do ucha wkraczamy do lodówki.
Pierwszy dzień to było typowe rozjeżdżenie. Trzeba sobie przypomnieć co to ten snowboard i jak się to w ogóle obsługuje. Całoroczny, litewski śnieg nie jest co prawda pierwszej jakości i daleko mu do tego prawdziwego, ale „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”, więc wszyscy byli zadowoleni tym, że w ogóle mogą pojeździć i korzystali dopóki wystarczało im energii. Później dłuższa przerwa na obiadek i trochę odpoczynku, a następnie dalsza jazda – trzeba maksymalnie wykorzystać możliwość treningu na śniegu. Po powrocie na kwaterę trzeba się rozbiegać i rozciągnąć, a potem był czas na integrację, pracę przy sprzęcie, no i oczywiście naukę oraz odrabianie pracy domowej. Następnie szybka kolacja i idziemy do łóżek, na jutro pobudka zaplanowana jest znacznie wcześniej.

Sobota minęła nam bardzo podobnie. Dużo jeżdżenia (drugiego dnia już było widać, że powoli wracamy do zeszłorocznej formy), dużo jedzenia (trzeba uzupełniać spalone kalorie), a na koniec dnia odpoczynek i coś o czym nigdy nie zapominamy na naszych wyjazdach – nauka.

Niedziela wyglądała już nieco inaczej. Mieliśmy mniej czasu na jazdę, bo trzeba było wracać do domu (w poniedziałek szkoła!). Ostatnie godziny na śniegu wykorzystaliśmy maksymalnie. Nasza technika uległa znacznej poprawie, co dobrze świadczy o nadchodzącym sezonie. Kiedy czas na karnetach dobiegał końca, z bólem serca pożegnaliśmy się ze śniegiem i opuściliśmy lodówkę, żeby zjeść jeszcze szybką pizzę i ruszać z powrotem do Polski. Podróż jak zawsze przebiegła bezpiecznie. Czas umilał nam Cyryl śpiewając piosenki i opowiadając żarty. W Warszawie powitała nas parszywa pogoda. Z nieba lał deszcz, który zupełnie nie pomagał w rozpakowywaniu samochodu. Mimo to sprawnie przeprowadziliśmy tę akcję i niedługo wszyscy rozjechaliśmy się do domów.

Weekend jak najbardziej zaliczam do udanych, natomiast nie mogę się już doczekać kiedy naszym wyjazdom i powrotom będzie towarzyszył padający śnieg, zamiast deszczu. ?

 

 

Zima w środku lata?

Opublikowano Autor: Snowboardshop.pl

Zima w środku lata? Czy to jest możliwe? Tak!
W sobotę 5 sierpnia cała droga na półwyspie Helskim stała w korku. Wszystkie drogi prowadzili do wejścia na plażę numer 7. I ciężko było nie znaleźć te wejście, bo po drodze można było natknąć się na śnieżną zaspę, ulepić bałwana oraz porzucać się śnieżkami Tysiąc ludzi z różnych część Polski przyjechali, żeby zobaczyć 100 ton śniegu na plażę. I to wszystko dzięki snowboardowym zawodom Snow on Hel, na które wszyscy ciekali.
Na gości czekali także różny konkursy od GoPro, darmowe lody i napoje. Stanowisko z Balance Bordami, gdzie każdy mógł spróbować i nauczyć się różnych trików, a także darmowe Surf lekcji!
Na zawodników czekał tor ustawiony na specjalnym rusztowaniu z trzema przeszkodami: raila, gruba rurza PCV i trapeza wkomponowana w stary samochód. Najlepszy zawodnicy pokazywali wszystkie swoi umiejętności, a jury ich oceniali. Nie zabrakło oczywiście grubych trików, stylowych wejść, śmiesznych upadków w piasek oraz klaśnięcia kibiców dla każdego zawodnika.
Bałtyckie morze, snowboardowe triki, fajna muzyka, wesołe ludzi, których łączy jedno – miłość do sportu! Niesamowite!:)
Skończyło się ceremonią wręczenia nagród i afterparty w klimacie morsko-górskim
Pierwsze trzy miejsca zdobyli:  Wojtek „Gniazdo” Pawlusiak, Rafał Sypień i Maciek Krywult. Nasze gratulację dla zwycięzców!