Blog Snowboardshop.pl

Ultimate Ride od Salomona

Opublikowano Autor: Snowboardshop.pl

Ultimate Ride od Salomona to freestylowa nowość, która pokaże się na rynku w sezonie 16/17. Na pierwszy rzut oka ciekawa, inna. Kształt zaprojektowany przez pro-ridera Bode Merrill’a, który jeździ dla Salomona, jest raczej niestandardowy. Jeżeli ktoś jest zwolennikiem klasycznego kształtu, to ta deska raczej go nie posiada. Od strony wizualnej jestem zachwycony. Co prawda opinie są sprzecSalomon-Ultimate-Collection-Bode-Merrill-2016-2017-ISPOzne i nie każdemu odpowiada. Grafika raczej klasyczna, spokojna. Deska błyszcząca z matowymi plamkami, jakby od farby.

            Konstrukcyjnie również nie będzie nudna. Krawędź cięta pod kontem co poprawia trzymanie deski w skręcie. Poczwórny camber rzeczywiście daje się zauważyć, jest on mocno zaznaczony. Rdzeń jest bardzo miękki i lekki, ja k cała konstrukcja. Jak by ją nazwali ultimate light, to wcale bym się nie zdziwił. Spiekany ślizg Arena 51, cokolwiek to znaczy, działa. Bardzo łatwo się smaruje i długo trzyma smar, jest bardzo szybka. Promień skrętu nie jest strasznie mocny, więc można się spokojnie rozpędzić. Rdzeń bardzo fajnie układa się do stoku i pod muldy, co dobrze sprawdza się w ciężkich warunkach. Przez mocny camber bardzo dobrze trzymała się w krawędzi przy dużej prędkości. Karbonowe wstawki ułożone wzdłużnie poprawiają odbicie i jakość lądowania przy dużej prędkości.

            Po kilku chwilach jazdy na niej byłem raczej rozczarowany. Lecz z każdą minutą stawała się coraz przyjemniejsza i bez problemu dała się ujeżdżać.

            Znalazłem dwa minusy. Brak desek z szerokością Wide i cena, sugerowany detal to aż 2500zł. Jeżeli masz w portfelu zbędne 2500 i but snowboardowy mniejszy niż 45, to jest to deska dla Ciebie. Chciałbyś przetestować ta deskę skontaktuj się z nami. Salomon_TheUltimateRide_TaylorBoyd-640x427ult

Trening snowboardcross – Dolni Morava 18.21.2016

Opublikowano Autor: B.Blazewski


          Jest parę minut po szesnastej czwartego dnia tygodnia. Powoli kończymy pakować busy i małymi kroczkami zbliżamy się do chwili wyjazdu. W ten weekend uderzamy do Czech, a dokładnie do miejscowości Dolni Morava, gdzie będziemy trenować na torze do snowboardcrossu z kadrą narodową tej właśnie konkurencji. Dojechaliśmy na miejsce z małą obsuwą czasową spowodowaną zakrzywieniem się czasoprzestrzeni w Częstochowie i bardzo starannie ukrytymi kantorami. Jednak udało się zdrowej i całej drużynie znaleźć się w łóżkach. Za oknem, wciąż pada deszcz ale jesteśmy dobrej myśli. Jutro cross!

          Pobudka. Śniadanko o ósmej, i po kilku chwilach jesteśmy ubrani i zbieramy się na stok. Po wyjściu na dwór, na naszych twarzach znajduje miejsce przysłowiowy „banan”. Wszędzie biało! Niektórym od razu zrobiło się lżej na sercu. Po chwili jesteśmy w już w drodze na stok, gdzie mamy się spotkać z trenerem Mariuszem Kuflem i jego podopiecznymi kadrowiczami. Teraz trzeba się tylko uzbroić, ustalić plan działania i jeździć, trenować, jeździć, trenować. Zawodnicy idą się rozjeżdżać, trenerzy ustawiają tyczki na trasie snowcrossu. Po pięciu przejazdach obok trasy, czas na kilka wskazówek co do jazdy  po crossie od trenera kadry i można jeździć. Trasa wyglądała następjąco: start, step down, wutang, wutang ze step downem, banda w prawo, banda w lewo, roller, banda w prawo, skocznia, banda w lewo, banda w prawo, skocznia, podwójny roller i jeszcze jeden podwójny roller. Ci, którzy nie jeździli wcześniej za dużo na tego typu trasach, zaczynali z drugiego rollera, gdyż pierwsza sekcja była dość wymagająca i trzeba było chwilę rozjazdu, aby się zabrać za nią w całości. Bardziej doświadczeni zawodnicy, którzy czuli się na siłach, atakowali przeszkody od razu, bez jakichkolwiek skrupułów. I jeździły dzieciaki, aż do wyczerpania bateryjek, a dawały z siebie wszystko, bo czuły na sobie wzrok kadrowiczów i co więcej, ich trenera. Poza tym, trzeba było ustosunkowywać się do uwag Mariusza. Prosto z treningu udaliśmy się do knajpki, gdzie rozkoszowaliśmy się pysznymi czeskimi potrawami. Czosnkowa polewka, smażony syr, knedliczki. Po prostu pycha. Dalej dzień przeleciał szybciutko, niektórzy odsypiali, niektórzy walczyli na poduszki, a niektórzy zajęli się sobą. Wieczorem kolacja, filmy ze stoku i Jaś Fasola, a potem kima. Trzeba się wyspać przed następnym dniem treningowym, a w nocy ma mrozić, więc będzie twardziej na torze. O tak!

IMG_3779

          Sobota. Lekka powtórka z rozrywki. Ósma śniadanie. Dziewiąta na stoku. Dwa, trzy przejazdy na rozgrzewkę obok crossa i jedziemy dalej. Prognoza się sprawdziła. W nocy było lekko na minusie, dzięki czemu tor był „twardszy”, niż poprzedniego dnia i na pewno szybszy. Niestety, obsługa stoku użyła ostatnich rollerów i hopki, żeby naśnieżyć stok. Nie przeszkodziło nam to w treningu. Dzieciaki Zasuwały góra, dół, góra, dół do czternastej trzydzieści, z małą przerwą na przegryzienie batonów. Tego dnia również trenowaliśmy z kadrą, lecz skończyli trochę wcześniej, by wrócić do domu o normalnej porze. Dzięki za wspólne dwa treningi! My zaś, na godzinę piętnastą mieliśmy zarezerwowane miejsca w knajpce, w której gościliśmy poprzedniego dnia. Wszyscy z zachwytem dalej eksplorowali czeską kuchnię. Po obiedzie był czas na krótką siestę. Mimo spędzonego czasu na trasie crossa młodzież tryskała energią. Walki na poduszki, tworzenie żelkowych talizmanów, lub koron z pomelo. Generalnie rzecz ujmując – niezły jazz. Wieczorem dokończyliśmy oglądać „Dobrego Dinozaura” i przetrząsnęliśmy youtube’a w poszukiwaniu filmików snowboardowych i rowerowych. Nikt nie chciał iść spać, bo niestety następnego dnia mieliśmy już wracać do domu.

          Prognoza pogody na niedzielę również się sprawdziła. Tym razem na nasze nieszczęście. Za oknem buro i ponuro. Do tego jeszcze padał deszcz! Nie zmniejszyło to zapału zawodników. W końcu był to ostatni dzień treningu na crossie i trzeba było wynieść z niego jak najwięcej. Pojawiliśmy się na stoku około dziewiątej. Szybki rozjazd i hop na trasę. Tego dnia dzieciaki ścigały się w parach, trójkach i czwórkach. Nikt nikomu nie odpuszczał. Oczywiście w granicach rozsądku i ducha fair-play. Warunki na trasie nie były łatwe. Miękki śnieg w którym nietrudno było się „zakopać” nie pomagał nikomu. Aczkolwiek, może się stać, że podobne warunki będziemy mieli za tydzień na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży, więc może to i dobrze, że ta pogoda nas nie rozpieszczała?  W niedzielę jeździliśmy do trzynastej. Po stoku trzeba było szybko pojechać do pensjonatu, spakować się, umyć i ruszyć w drogę, zahaczając o naszą ulubioną knajpę. Tego dnia obiad był pod znakiem Kofoli i ciosneczkowej polewki. Z restauracji
wyjechaliśmy około szesnastej. Droga przebiegła bez problemów, mimo ciągłego deszczu. Przed jedenastą zameldowaliśmy się na parkingu naszego klubu, kończąc tym samym wyjazd. W końcu ktoś musi iść w poniedziałek do szkoły. Było super!

A oto krótka wideo-relacja z wyjazdu:

Trening snowboardcrossu – Dolni Morava 18.21.2016

Aleksander Kosacki

12651259_1313119905380080_2024693248255736398_n

Obóz szkoleniowy – Kluszkowce 29.01-08.02.2016 / Puchar Polski w Gs i Sl – Suche 09.02.2016

Opublikowano Autor: B.Blazewski

W połączeniu sił sekcji snowboardowej i żeglarskiej naszego klubu, na przełomie stycznia i lutego odbył się obóz snowboardowo-narciarski w Kluszkowcach. Dla nas wyjazd był nieco dłuższy z racji zawodów z cyklu Pucharu Polski, które miały się odbyć dwa dni po wyjeździe grupy żeglarskiej. Oto krótka relacja z obydwu wydarzeń:

Obóz w Kluszkowcach

Zacznijmy od obozu w Kluszkowcach, który jest naszym najmocniejszym akcentem treningowym w trakcie sezonu. Przez dziewięć dni postawiliśmy siedem slalomów gigantów i dwa slalomy. Kilku zawodników miało zmiany w sprzęcie, dwie osoby po raz pierwszy założyły twarde buty i przypięły alpejską deskę. Plan dnia był prosty – śniadanie, trening na tyczkach, obiad, luźna jazda dla chętnych, kolacja, wideo-analiza i kimka. Pierwszego dnia zaczęliśmy z lekkim opóźnieniem spowodowanym lekkim zamieszaniem organizacyjnym ale już przed dziesiątą mogliśmy się rozjeżdżać, żeby zaraz oglądać giganta i wskakiwać na tor. Następne dni mijały bez problemów ale na horyzoncie pojawił się wróg. Pogoda, a w zasadzie jej temperament nie zachwycał. W pewnym momencie czubek słupka rtęci na termometrach w dzień, jak i w nocy przekraczał zero o prawie dziesięć stopni i był niestety bliżej górnej granicy. W trzy dni na stoku zniknęło pół metra śniegu (sick!). Na szczęście trasa treningowa w Kluszkowcach ma wiele zalet, które sprawiają, że przez cały czas mogliśmy trenować we wspaniałych warunkach. Ten filmik może o tym zaświadczyć: https://www.youtube.com/watch?v=ZsjpUUduVhA, albo ten: https://www.youtube.com/watch?v=mxiafi7krhs

Poza tym po kryzysie przyszedł mróz, w nocy obsługa stoku dawała z siebie wszystko, żeby trasy były jak najlepiej przygotowane.  Tak jak wcześniej wspomniałem, po porannym treningu wracaliśmy na obiad, po którym dla większości nastawał czas wolny. Oczywiście w trakcie jego trwania dzieciaki się rozciągały, albo nawet (uwaga!!) szły biegać. Po kolacji był czas na wideo-analizę, gdzie zawodnicy mogli obejrzeć siebie i dostać uwagi, co do swojej jazdy. Dzięki temu następnego dnia każdy wiedział, na czym ma się skupić. Przedostatniego dnia wspólnego obozu sekcji żeglarskiej i snowboardowej odbyły się zawody, które pełniły dla naszych podopiecznych funkcję doskonałego treningu, gdyż mogli porównać swoje czasy przejazdów. W tym sporcie jest to bardzo przydatne. Panowie z obsługi , znowu pokazali (tak jak w zeszłym roku), że znają się na swojej robocie jak mało kto i zawody zakończyły się pełnym sukcesem. Jeśli chcecie zobaczyć jak było wejdźcie pod ten link: https://www.youtube.com/watch?v=jIAvd6tBpnA

W niedzielę pożegnaliśmy sekcję żeglarską, a sami poszliśmy na ostatni tyczkowy trening przed zawodami. W poniedziałek pokazaliśmy się na soku tylko na dwie godziny, żeby być ciągle w gazie ale jednak odpocząć po wcale nie takim lekkim obozie. Te dziewięć dni minęło nam jak jeden. Nim się obejrzeliśmy była siódma rano we wtorek, a my pakowaliśmy busa do drogi. Suche… Nadchodzimy.

IMG_7449-1200x719

Puchar  Polski w Suchym

Droga minęła nam bez przeszkód.
W zasadzie jak cały dzień. Zawody rozpoczęliśmy gigantem. Śnieg był bardzo miękki z racji dodatnich temperatur, więc był tylko jeden przejazd, a nie dwa jak planowano. Ten „jeden” przejazd przyniósł nam cztery medale: jeden złoty i trzy srebrne. Slalom rozegrał się na wyżej położonej części stoku, dzięki czemu można było rozegrać dwa przejazdy, a wynik dawała suma czasu obydwu. Z tej konkurencji nasza sekcja przywiozła trzy medale: dwa srebrne i jeden brązowy. Gratulacje należą się wszystkim zawodnikom, gdyż warunki nie były łatwe. Mimo tego wszyscy dawali z siebie wszystko. Wysoka Piątka! Po wręczeniu nagród za III edycję Pucharu Polski i zaległych pucharów za cały cykl Pucharu Polski 2015, mogliśmy wsiąść do samochodów i ruszyć w stronę Warszawy. To był udany dzień.IMG_3667

Wyniki z zawodów:

Wyniki MPMło GS 09.02.2016

Wyniki MPMło SL 09.02.2016

Wyniki PP GS 09.02.2016 senior

Wyniki PP GS 09.02.2016

Wyniki PP SL 09.02.2016 senior

Wyniki PP SL 09.02.2016

Zima jeszcze się naprawdę nie zaczęła, a sezon zimowy zbliża się ku końcowi. Pozostał nam jeszcze miesiąc startów i najważniejsze imprezy – Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży i Mistrzostwa Polski Seniorów. Wyczekujcie relacji z tych imprez i nie tylko z nich.

Zajrzyjcie również na naszą stronę na facebook’u, lub kanał na youtubie

Trzymajcie się ciepło,
Aleksander Kosacki

IMG_3831

Relacja z treningu i 1 Edycji Pucharu Polski w Nowym Targu 06-10.01.2016

Opublikowano Autor: B.Blazewski

Po dwóch „rozgrzewkowych” wyjazdach na halę na Litwie i zawodach na górce szczęśliwickiej na igielicie nadszedł czas na trening na polskim śniegu. Pierwszy taki wyjazd w tym sezonie został zaplanowany na początek stycznia.
Na parkingu w klubie spotkaliśmy się we wtorek, 5 stycznia po szkole. Zapakowaliśmy dwa busy aż po sufit i wyruszyliśmy rekordowo dużą grupą – 16 osób! Naszym celem był Nowy Targ, 5227_744869352316090_1082089271079226919_npensjonat „Pod Długą Polaną”.
Po kilku godzinach podróży dotarliśmy bezpiecznie na miejsce i położyliśmy się spać. Następnego dnia trening miał być bardzo wcześnie – budziki nastawiliśmy na 6:30. Po śniadaniu ubraliśmy się, wzięliśmy deski i tyczki, przeszliśmy 150 metrów i już byliśmy pod stokiem. Najstarsi zawodnicy wraz z trenerem Olkiem rozstawiali trasę slalomu gigant, podczas gdy reszta dzieciaków rozjeżdżała się obok. Trening zdecydowanie umilała nam ładna pogoda, całkiem fajny śnieżek na stoku i wschód słońca, który oglądaliśmy z góry. Poza odrobiną „lodowych kartofelków” na początku górki  i lodem przy niektórych tyczkach, warunki były naprawdę przyjemne. Były to pierwsze jazdy na gigancie w tym sezonie, więc o robieniu postępów jeszcze nie ma tu co pisać. Dwie godzinki jeżdżenia na tyczkach, zbieramy trasę, idziemy do domku zmienić buty na wygodniejsze i na spacer dla rozruszania po jeździe. Następnie pyszny obiadek (polecam wyprażany syr), chwila odpoczynku i lecimy na drugi trening, na którym każdy z nas już wie, nad czym będzie pracował w najbliższych dniach. Potem kolacyjka, szybki prysznic i czas wolny. Niektórzy grali w piłkarzyki lub bilarda, inni oglądali filmy, a pod wieczór zagraliśmy wspólnie dwie partyjki w grę planszową „7 cudów świata”. Olek był bezlitosny dla swoich zawodników i wygrał obie tury. Tak się wkręciliśmy w grę, że do łóżek wróciliśmy dopiero koło północy. Następne dwa dni minęły nam bardzo podobnie, było równie dużo treningów, zabawy i śmiechu. Należy dodać także że z każdym przejazdem nasza technika ulegała poprawie.
Drugiego i trzeciego dnia wyjazdu po treningach robiliśmy wspólnie z trenerem wideoanalizę, podczas której dowiadywaliśmy się o swoich błędach i sposobach na ich poprawę, ale jak zawsze, była też okazja do pożartowania (na przykład z czyjejś wywrotki nagranej w zeszłym sezonie). Wszystkie te starania i wysiłek na treningach nie szedł na marne – dobrze zaczęty sezon to podstawa, a poza tym nasz wyjazd miał się zakończyć zawodami, do których chcieliśmy być jak najlepiej przygotowani. Czwartego dnia był tylko jeden trening, za to z pomiarem czasu, żeby każdy mógł się mniej więcej zorientować w swoich 1013486_744865812316444_4680084672170567981_n postępach.  Następnie trzeba było odpocząć przed zawodami, więc po treningu do końca dnia był czas na odrabianie lekcji i naukę – o szkole nie można zapominać, oraz oczywiście rozrywki. W czasie gdy my odpoczywaliśmy, trenerzy dzielnie pracowali przy naszym sprzęcie, by przygotować go idealnie do startów.
Dzień zawodów zaczął się śniadaniem o ósmej rano. Jak na złość po paru dniach ładnej pogody i zmrożonego śniegu, akurat na zawody musiało zrobić się ciepło, mokro i mgliście (a momentami bardzo intensywnie padał śnieg). Po szybkim rozjeździe i oglądaniu trasy przyszedł czas na starty. Warunki były, trzeba przyznać, trudne. Nieprzyjemnie jeździ się w takim śnieżnym błocku, z zaparowanymi goglami i we mgle. Po dwóch przejazdach gigantowych, szybkie przestawienie trasy i jeden przejazd slalomowy w jeszcze gorszym śniegu. Na szczęście niektórzy z naszych zawodników radzą sobie świetnie nawet w najtrudniejszych warunkach i ni12509261_744865845649774_6253818784906749508_ne wróciliśmy do domu z pustymi rękami. Tosia Błażewska wywalczyła dwa brązowe medale w 12512301_744865752316450_5873326101375394471_nkategorii „dzieci”, a tuż za nią uplasowała się Zosia Czapska, Piotruś Seroczyński również dwa razy trzeci wśród chłopców. Mi12507500_744865805649778_1088857583394734561_nchał Lachowicz zajął drugie miejsce w slalomie gigancie w kategorii junior młodszy, a trener Olek Kosacki był najszybszy na gigancie w seniorach. Reszta również walczyła dzielnie, ale wróciła do domu bez medali.
Po rozdaniu nagród zjedliśmy obiad, zapakowaliśmy busy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Podróż nie obyła się bez śpiewów, wygłupów i tym podobnych.
Wyjazd zaliczam jak najbardziej do udanych i już nie mogę się doczekać kolejnego!

Relację napisała Ula Mendys ze wsparciem Julki Okońskiej.

 

Poniżej oficjalne wyniki zawodów:

wyniki Gigant

wyniki Slalom